Gryps prywatnego koloru. Witraż

kultura sztuka
27.62
PLN
Gryps prywatnego koloru. Witraż
out_of_stock
Dostępność:
brak towaru
Cena: 27,62 zł
Cena netto: 26,30 zł
egz.
FRAGMENT
***

Fotel z pluszową tapicerką w tureckie wzory. Sprężyny wyrzucą każdego, kto ośmieli się usiąść. W sprężynach krew płynie, choć piekło w ogniu tonie. Moja zasługa?

— Twoja, Okoń, twoja. Bądź dumny. Fotel wysadzi, kto tylko usiądzie, a plusz piękny, szanuj, nie dłub w szufladach skarbców.

***

Cóż, u licha, ma się we mnie podobać. Nawet Puncja zdradziła z Wiszkuńcem. Kalectwo? Dotąd nie przeszkadzało. Zresztą wszyscyśmy ułomni, tak nas Pan Bóg stworzył, oczywiście, cokolwiek gorszych od siebie, żeby nie było konkurencji. Dokąd tylko nie pójdę: Okoń nadciąga jak morowe powietrze. Ani gdzie głowy przytulić — użalał się nad sobą, a nic nie robił, by temu zapobiec. Zawsze o jednego za dużo, czyli o mnie. Przygnębiające odczucie zbędności. Zostało piekło, ono mi wciąż towarzyszy. Między gmachami pajęczyna przynajmniej, to je łączy, pnącza winorośli rozsadzają mury. Człowiek na krawędzi. Do czego zdolna pchnąć gorycz. Władza rozrasta się zewsząd, rujnujące macki chwytają za gardło. Pozostają obszary rojeń, tego mi nikt nie zabroni. W rojeniach po uszy, przynajmniej tam przytulnie, swojsko. Moje obsesje, frustracje tam nic nie znaczą. Namiastka wolności, rozmawiam z samym Bogiem na różne tematy. Jego tron w gronostajach, oprawny w diademy, mój fotel w bordowym pluszu, gra na sprężynach, wyrzuca do góry. Ucieczka przed rzeczywistością. Dobrnąłem do takiego stanu, że opieka zbędna. Nie ma filantropów.
Zawisnąć? W piekle spłonąć? Zostaje tułaczka, zaglądanie w coraz dziwniejsze okolice. Cóż, diabła ogniem nie nastraszysz. Cuchnący ogon za mną się wlecze. Gdyby godziwe zajęcie, choćby zostać kapusiem. I tak wszyscy mnie się wyparli. Ani usiąść z kobietą przy kominku, w altance, w salonie, w ciepłym kręgu lampy naftowej, jak w dzieciństwie. Oprowadziłaby mnie po domostwie, do sypialni, na pieszczoty. Muzyka sprężyn, zapach podniecenia. Fruwające anioły piernatów. Od razu do dzieła. Bez ociągania. Papierosek, jej włosy na twoim ramieniu i niecierpliwość tłumiona, drżenie. Do Ameryki się nie przewierć — ona do mnie. Celowe odsuwanie chwili, wędrujesz po zakazanych drogach, błąkasz się po mieście, jakby ktoś tobą dyrygował, oddalasz zapamiętanie I wszystko recydywa. Z głębi nocy tokowanie gołębi, ujadanie psów, szczebiot, chyboczą refleksy na ścianach, dają przedstawienie, lampa dogasa z braku nafty, knot skwierczy, miękkość w kościach, lepkość ciał, jakieś kwilenie w koronkowych łaszkach, zawilce, plątanina tasiemek. Twarz ledwo dorosła. Puncja? Krótko młodość trwała, do szesnastu. Przy wielkiej urodzie dojrzałość zawsze nieletnia. Tkliwość w sercu. Wysycha ślina. Nieprzytomne godziny z zegara ciekną. O grzyba w barszczu za dużo szczęścia. Brzask, humor setny. Człowiek cudownie odrodzony. Bywały chwile, przeminęły. Puncja z innym. Klapa na całej linii. Cóż, o ile się nie wiedzie, czym prędzej zasnąć, zasnąć na torach, pod semaforem, na zielonym świetle, wypaść z samochodu, potknąć się na przejściu, zapikować z najwyższego piętra. Nic oryginalnego, każdego taka myśl nęka. Byle zachować alibi: nieszczęśliwy wypadek, nie samobójca. By nikt Okonia nie posądził o sentymentalizm targnięcia się na samego siebie. Nie ma przyczyny bez przyczyny. Decyzja podjęta: zawody ze śmiercią, na celu doskonałość, by nikt nie poprawiał nieboszczyka. Byle się nie oszczędzać, byle nie sztuczna przyczyna. Niech zaznają przykrości zadowoleni. Zmylić rachunki sumienia. Wystawić rachunek krzywd bez względu na koszty.

Szczegóły

ISBN 9788371646737
Autor Wedecki Witold
Rok wydania 2011
Stron 0

Opinie o produkcie (0)

Koszyk

produktów: 0

wartość: 0,00 zł

przejdź do koszyka »

Zaloguj się

123

W Y D A W C Y